czwartek, 30 października 2014

Rozdział IV



Kiedy się przebudziłam i zobaczyłam na zegarku że już zbliża się 13 chciałam wstać, ale uniemożliwił mi to ciężar który na mnie leżał. Lou był tak szczelnie do mnie przyklejony obejmował mnie ręką i nogą, chciałam się jakoś uwolnić by go nie obudzić ale poczułam coś na moich pośladkach.

- Louis zboczku jeden ! – odsówając się lekko krzyk łam do chłopaka bo trochę mnie to skrępowało.

- Co ? co się dzieje ? – podskoczył jak oparzony a ja odwróciłam się w jego stronę.

- Byś trochę opanował swojego przyjaciela – chłopak popatrzył na mnie po czym skapnął się o co chodzi i zalotnie poruszał brwiami.

- Dziwisz mu się przy tak pięknej kobiecie nie może się opanować – poczułam się że się zaczerwieniłam a on zaczął się śmiać.

Usiadłam na tapczanie przeciągając się i rozejrzałam się po pokoju, pełno pierza leżało wszędzie po naszej wojnie xD nawet na naszych włosach znajdowały się piórka. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Kiedy chciałam wstać Lou objął mnie w pasie i pociągnął z powrotem na łóżko.

- Co ty wyprawiasz ? – zapytałam zdziwiona.

- Zostań jeszcze reszta na pewno jeszcze śpi – słodko się uśmiechnął.

- To pójdziemy uszykować śniadanio obiad bo głodna jestem i zjadła bym konia z kopytami – pomasowałam się po brzuchu.

- Ty mi na śniadanio obiad wystarczająco wystarczysz – przysunął twarz do mojej z łobuzerskim uśmiechem aż mnie ciarki przeszły.

- Louis ty dla mnie jesteś jak brat – skomentowałam

- Mam 4 siostry 5 nie chcę… teraz kiedy znów cię spotkałem nie chce znów cię stracić i naszą przyjaźń postawić na następny poziom miłość.

Zamurowało mnie to ale spodobało mi się to co powiedział.

- Czy ty właśnie pytasz mnie o związek ? – zapytałam nieśmiało.

- Nie inaczej – znów jego uśmiech mnie rozwalił i te iskierki w oczach.

Tak się rozkojarzyłam że nawet Nie winem kiedy mnie pocałował, był to taki nieśmiały namiętny całus odwzajemniłam to i poczułam jak Louis się uśmiecha. Przez moje ciało przeszły dreszcze przyjemności.

- WSTAWAĆ ŚPIOCHY !!! śniada…– Do pokoju wleciał Zayn za nim Niall – zaraz będzie – dokończył blondyn, patrzyli na nasz w osłupieniu a my odskoczyliśmy od siebie lekko zmieszani.

- Myśleliśmy że śpicie jeszcze – odezwałam się pierwsza.

- Mama nie nauczyła was pukać – Lou udał oburzonego.

- My już nie śpimy od 30 minut Ami i Liam szykują już śniadanie, co wyście tu robili ? – Niall pokazał na pierzę porzucane po pokoju.

- Widać co się tu działo i co mogło dziać się dalej – łobuzersko uśmiechnął się do nas Zayn mrugając oczkiem.

- Wojnę na poduszki mieliśmy – uśmiechnęłam się do nich wstając w końcu z wyra.

- Aaa tak to teraz się nazywa – zaśmiali się i przybili sobie piątkę, ale zaraz uciekli kiedy resztki poduszki poleciała w ich stronę.

- Co za typki – Lou przewrócił oczami i opadł na wyrko. Złapałam go za rękę i wytargałam chłopaka by w końcu już wstał, z małymi protestami udało mi się w końcu go wyciągnąć. Zeszliśmy na dół kiedy reszta nas zobaczyła w wejściu do kuchni dziwnie się do nas uśmiechali. Ami i Liam właśnie skończyli smażyć naleśniki usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Kiedy już wszyscy byli syci chłopaki stwierdzili że muszą już iść do domu no i przebrać się bo byli dalej w swoich strojach xD chciałam ich odwieźć ale uparli się że pojadą autobusem, wymieniłam się nr z Louisem i pożegnałyśmy się z chłopakami.

- Jejku oni są jak dzieci hehe – zaczeła kuzynka kiedy siedziałyśmy w salonie oglądając TV – nie mogłam z nich jak zaprowadziłam ich do sypialni jak kłócili się kto śpi na łóżku a kto na podłodze.

- I kto wygrał ?

- Najpierw Louis skakał jak wariat na łóżku krzycząc że jest pierwszy przepychali się z Liamem i Harrym a później postanowił wyjść – spojrzała na mnie wymownie.

- Co ? wydurnialiśmy się – pokazałam jej język

- Tak tak bo ci uwierzę – droczyła się ze mną kuzynka.

- A ty i Liam ? coś miedzy wami jest ? – zmieniłam temat

- Jest słodki miły romantyczny – zaczeła się rozpływać wtedy weszli do domu rodzice.

- Ładnie po balowaliście – przywitałyśmy ich śmiejąc się pod nosem.

- Oj raz nie zawsze ;) – zaśmiał się wujek

- A jak wam imprezka się udała ? – zapytała ciocia

Zaczęłyśmy opowiadać im wszystko od początku do końca, i zrobiłyśmy w tym czasie kolacje dla nas. Z tego wszystkiego zapomniałam jechać na cmentarz zapalić znicze rodzicom. Kiedy się wyszykowałam razem z kuzynką i wujkiem i ciocią ruszyliśmy na cmentarz, zapaliłyśmy znicze trochę pograbiliśmy i po modlitwie wróciliśmy do domu.

Nastał nowy dzień pomagałyśmy z Ami w pracy cioci, wujek zajmował się papierkową robotą. Trochę klientów się przemknęło kupowali ciasta torciki, w przerwie zadzwonił mój tel.
- Cześć Louis co tam ? wyspany po wczoraj 
- Tak spokojnie jak nowo narodzony... Co robisz Lusi ? 
- Ja akurat jestem w pracy a co ? 
- A mogła byś się urwać razem z Amelią to podjadę po was - nadawał przez tel 
- Zapytam cioci czy mogła bym wyjść wcześniej - odp i zagadałam do niej zgodziła się bez problemu 
- OK Lou możemy się wyrwać to gdzie się widzimy ? 
- Podjadę po was pod dom narka za parę minut. 
- Ok to czekamy pa. Rozłączyłam się.
Ami zbieraj się Lou za parę minut będzie chce nas gdzieś zabrać. Wyszłyśmy z pracy kierując się do domu zapaliłam po drodze fajkę (wiem głupi nałóg xD ) Kiedy się zbliżałyśmy do domu w oddali widziałyśmy już naszych chłopaków stojących przy aucie i machających do nas wesoło.


                                                                    Louis and Lusi

 ---------------------------------------------------------------
No w końcu 4 rozdział =D jupi hehe. 


niedziela, 26 października 2014

Rozdział III



Całe to nasze przywitanie przerwał kelner, który właśnie skończył szykować drinki. Lou pomógł mi i ruszyliśmy do reszty.
- A wtedy on… Lusi !! się znalazła !!! myśleliśmy że ktoś cie porwał o i przyprowadziłaś naszego spóźnialskiego – nadawał Zayn jego wzrok zatrzymał się na Louisie – widzę że się już poznaliście – brunet uśmiechnął się i poruszał brwiami.
- To wy się znacie ? – Lou i Ja zapytaliśmy równo i spojrzeliśmy na siebie.
- Tak poznaliśmy Lusi i jej eee… kuzynkę, której aktualnie nie ma poszła gdzieś z Liamem – odezwał się Niall a Zayn i Harry się uśmiechnęli. Usiedliśmy na swoich miejscach wznosząc toast.
- To bym się nie spodziewał że zdążyłaś poznać moich kumpli z zespołu – zagadał Loui
- Zespołu ? – zaciekawiło mnie to.
- Tak poznaliśmy się w X Factorze – zaczął Harry – występowaliśmy osobno nie udało się, ale  Simon Cowell postanowił złączyć nas w zespół, który ma nazwę One Direction – skończył. Chłopaki też dodali swoje a ja słuchałam ich wypowiedzi.
- No wiesz co nie słyszałaś nas w radiu ? nasz HIT ! WMYB ?! – Loui zrobił smutną minkę.
- Szczerze ? to nie xD w innym klimacie muzycznym gustuje… - przerwałam i popatrzyłam na chłopaków mieli miny jak kot ze Shreka. – No dobra posłucham waszej piosenki :D  - od razu na ich mordkach pojawiły się uśmiechy. Zayn zaśpiewał refren ich piosenki zalotnie puszczając oczko, Lou to zobaczył i przykleił się do mnie jak glonojad do szyby.
- Ona jest moja ! – udał oburzonego i pokazał język do kolegi, na co i tak zareagowaliśmy śmiechem.
- Ręce do góry !!!! – krzyknął ktoś koło stolika. Ze strachem w oczach spojrzeliśmy kto to…
- Ami ! Liam !!!  bo was zatłukę – krzyknęłam – po za tym gdzie byliście ? – odp z ulgą że to tylko oni nasza cowpara xD
- Li zabrał mnie na spacer ale zrobiło się chłodno i przyszliśmy do was – kuzynka lekko się chwiała a Liam ją przytrzymał.
- Co z tobą nie tak stary ? dziewczyny nie umiesz rozgrzewać ? i woli wrócić do baru hehe – zażartował Harry. Liam w żartach  pacną loczka w tył głowy.
Bawiliśmy się jeszcze trochę a coś koło 3 godziny nad ranem wracaliśmy do domu. Chłopaki uparli się że nas odprowadzą bo droga do naszego domu prowadziła przez ciemna uliczkę.
- Auć uważaj jak leziesz – Niall zaświecił komórką na przepychającego się w ciemności Zayna.
- Jestem Batman widzę w ciemnościach – zaraz było słychać huk i Zayn upadł.
- Hahahaha czy przed chwila coś mówiłeś ? – zaśmiał się Lou do obolałego kolegi.
- Bardzo śmieszne – usłyszeliśmy pojękiwanie chłopaka który ruszył dalej.
Kiedy doszliśmy do domu, chłopaki stwierdzili że są tak wykończeni by wracać do siebie i czy mogą przenocować. Na szczęście miałyśmy wolny gościnny pokój, ale z jednym wyrkiem.
- Mieszkacie same ? - zapytał Niall.
- Nie z rodzicami ale oni wrócą na pewno cos pod następny wieczór– odezwała się Amelia siedząc na kanapie z resztą.
Ja ruszyłam w stronę łazienki a Amelia zaprowadziła bandę wariatów do pokoju gdzie się prześpią. W samym ręczniku stałam przed lustrem czesząc włosy i dokładniej zmywając makijaż, kiedy upewniłam się że nie ma żadnego z chłopaków na korytarzu tylko słyszałam śmiechy szybkim krokiem wleciałam do swojego pokoju, już zamykałam drzwi kiedy zapaliła się moja nocna lampka, zastygłam bez ruchu ale po woli się odwróciłam.
- Boję się spać z tymi świrami – odezwał się uśmiechnięty Louis, i zmierzył mnie z góry do dołu bo prawie mi spadł ręcznik kiedy podskoczyłam.
- Skąd wiedziałeś że to mój pokój ? Nie patrz tak na mnie bo się peszę – poczułam rumieńce na twarzy.
- W Dzieciństwie ci to nie przeszkadzało, ja i ty nadzy nad morzem – chłopak ułożył się wygodnie na wyrku uśmiechając się zadziornie.
- Byliśmy dziećmi teraz jest inaczej – dalej się czerwieniłam – zamknij oczka bo muszę pidżamę założyć. Lou zakrył oczy ale spoglądał przez palce oberwał, w jego stronę poleciała jedna z moich maskotek. W końcu za drzwiami szafy się przebrałam kiedy się odwróciłam w stronę łózka o mało zawału nie dostałam Lou stał tuż za mną.
- Ty wariacie nie strasz mnie :P – zaniemówiłam bo dziwnie na mnie patrzył. Zbliżał się coraz bliżej ja nie miałam drogi ucieczki, nasze twarze prawie się stykały kiedy…
- WOJNA NA PODUSZKI !!! – krzyknął nagle uderzył mnie poduszką i uciekł bo wiedział co się stanie.
- Już ja ci pokaże wojnę !! Tomlinson !!! i poszły poduchy w ruch przypomniały nam się nasze wygłupy.
--------------------------------------------------------
Heh jakoś mało co w tym weny ale jest :D xD


poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział II


12 lat później.

  • Lusi wtawaaaaaaj !!! - Krzyczała nad moim uchem Amelia.
  • Jeszcze 5 min - zakryłam głowę poduszką.
Poczułam że zrobiło mi się chłodniej Amelia ściągnęła ze mnie kołdrę.
  • Dalej leniuchu bo mi się nudzi - nadawała kuzynka.
  • Która godzina ? - z pod poduszki spojrzałam na nią.
  • 11:37 - odp opierając się o drzwi.
  • To jeszcze młoda godzina. - chciałam chwycić kołdrę z ziemi i się przykryć kuzynka była szybsza i zwinęła mi ją z pod nosa.
  • Wiesz co dziś za dzień ? Halloween wybierzemy się na imprezkę dziś wieczorem a teraz chodź ogarnij się i idziemy na miasto.
  • To już dziś całkiem zapomniałam - wstałam leniwie z wyra przeciągając się.
Z szafy wyciąg łam czarno biały sweterek i czarne legginsy. Kiedy zamykałam szafę spojrzałam na moje biurko gdzie stały ramki ze zdjęciami ja z moimi rodzicami a na drugiej z moim przyjacielem z dzieciństwa Louisem, od wypadku i po zamieszkaniu u cioci i wuja nie mieliśmy żadnego kontaktu a na nadgarstku cały czas miałam bransoletkę od niego uśmiechnęłam się sama do siebie  zakręciły mi się łzy w oczach. Popatrzyłam jeszcze chwilę na oba zdjęcia i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się zrobiłam mocny makijaż moje niebieskie oczy fajnie komponowały się z czarną kreską, kruczo czarne włosy związałam w kucyk. Gotowa już ruszyłam do kuchni gdzie Ami obżerała się tostami.
  • O wampirek już gotowy - zażartowała kuzynka miała inny styl ubioru bardziej spokojniejszy a ja lubiłam czerń ;) i czarno białe paski (Tim Burton uwielbiam jego filmy)
  • Dokładnie - oparłam się wygodnie na krześle i położyłam nogi na stół. - To gdzie idziemy na imprezkę ?
  • Myślę że do Ruby Blue tam jest fajnie :)
Po śniadaniu poszłyśmy do mojego auta i ruszyłyśmy na miasto. Łaziłyśmy po sklepach przy czym się wydurniałyśmy ludzie dziwnie się na nas patrzyli xD. Ja kupiłam sobie strój Alice Madness Returns (jak na zdjęciu w bohaterach) moja ulubiona gra na PS3 mroczniejsza wersja bajkowej Alicji. Ami kupiła sobie struj cowboy ki ala Jessy z Toy Story. Zrobiłyśmy jeszcze zakupy z listy od cioci i poszłyśmy coś zjeść.
  • Ty Ami patrz ! - palcem pokazałam na sklepik z gazetami a tam wielki napis totolotka 25 milionów .
  • Co chcesz zagrać ? Jejciu jak fajnie było by mieć tyle kasy - rozmarzyła się Ami
  • No byśmy mogły zamieszkać w centrum Londynu ;) - zaczęłam
  • I pomogły byśmy w kupieniu wymarzonej piekarni rodzicom.
Wymyślałyśmy jeszcze co byśmy mogły  zrobić, Ciocia i Wuja prowadzili piekarnie nieraz wujkowi się oberwało że chciał specjalnie kredyt brać na kupno innej piekarni z lepszym sprzętem, ciocia ciągle mu mówiła ze to co mają im wystarczy mieli dobre produkty wiec i klientów pełno a my im pomagałyśmy. Kiedy skończyłyśmy poszłyśmy do kiosku ja kupiłam 3 kupony 2 chybił trafił a 1 skreśliłam Ami wszystkie na chybił trafił. Poszłyśmy do domu i z niecierpliwością czekałyśmy kiedy będzie losowanie a do wtorku było trochę czasu.

Parę godzin później…

Ubrana w strój Alice zeszłam do kuchni zapręzętowałam się cioci która z początku się wystraszyła bo miałam poplamione krwią biały fartuszek i trochę specjalnie pokrwawione ręce. Ona miała kapelusz wiedzmy jakiś śmieszny długi nos i obcisłą sukienkę, patrzyłyśmy na siebie i się śmiałyśmy zaraz po mnie do kuchni wparował Draculla wujek od razu podleciał do cioci potkną się o swoją pelerynę dom wariatów xD. Brakowało Ami ale nie za długo bo z góry było słychać jej krzyk.
  • IIIHHHHAAAAAAAAAAAAAA !!! - zjechała po poręczy i stanęła obok mnie - Jestem gotowa na imprezę ! Co się tu stało ? - popatrzyła zdziwiona na podnoszącego się jej tatę z podłogi a ja z ciocią mu pomagałyśmy.
  • Powalił mnie wygląd mojej Rose - i znów wybuchliśmy śmiechem.
Ostatnie poprawki przed wyjściem Ami poprawiła swój czerwony kapelusz przetarła spodnie, a ja znudzona spojrzałam na zegarek i ją poganiałam. Po paru minutach dojechałyśmy na miejsce sporo ludzi nawet było ale udało nam się znaleźdź fajne miejsce styłu Sali to był jeden duży box gdzie zmieściło by się koło 10 osób.
  • Mam nadzieję że nikt nie przyjdzie z większą grupą i nie wygonią nas - kuzynka rozgladała się po Sali i popijała drinka.
  • Nie ruszymy się z stąd - w żartach rozłożyłam się cała na wygodnej kanapie.
Siedziałyśmy jeszcze patrząc na różne stwory które kręciły się koło nas na parkiecie nie było zbyt wiele osób wszyscy jeszcze też siedzieli śmiali się i popijali alkohol. Kuzynka szturchła mnie w bok i gestem pokazała na bar gdzie siedziało 4 chłopaków, 1 był przebrany za Batmana 2 za spider mana 3 hmm  Chudy z Toy Story a 4 za zorro oni patrzyli w naszym kierunku. Gdy to postrzegłam odwróciłam się do Ami,i uniosłam cwaniacko brwi do niej.
  • Widzę parę dla ciebie - zaśmiałam się patrząc na zaczerwienioną Ami
  • Zbieg okoliczności - pokazała mi język w żartach - o kurde idą do nas - lekko spanikowała
  • Cześć dziewczyny ! Czy możemy się dosiąść  ? - zapytał miłym  głosem Zorro
  • Pewnie zapraszamy i tak same tu jesteśmy - uśmiechnęłam się do niego i reszty Ami siedziała cicho na razie więcej wypije będzie gadatliwa xD
Chłopaki się rozsiedli  wydurniając się że mało tu miejsca, kiedy w końcu się wygodnie rozłożyli na kanapie odezwał się Batman.
  • Jestem Zayn ! Obok mnie ten pająk to Niall ściągaj tą maskę bo się udusisz -zaśmiał się Zayn- ten tam tajemniczy Zorro to Harry u chłopaka pojawił się uśmiech z dołeczkami, no i został nam nasz Cowboy Liam.
  • Miło was poznać ja jestem Lusi a to moja kuzynka Ami - popatrzyłam na nią a ta sącząc przez słomkę swojego drinka wpatrywała się w Liama szturchnęłam ją w bok prawie się ukstusiła.
  • Oj sorki zamyśliłam się - odp czerwieniąc się chłopaki śmiali się pod nosem.
  • A wy tu sami ? Czy czekacie na kogoś ? - zagadałam
  • Sami wystarczy nam nasze towarzystwo - zaśmiał się Zayn i w żartach przytulił się do Nialla.
  • Czekamy na jednego jeszcze kumpla - odp z przyklejonym do siebie batmanem pajączek.
  • A wy się nie boicie tak same wśród tych monstrum - zagadał Harry
  • Teraz już nie bo mamy koło siebie super bohaterów - zaśmiała się Ami
Rozmawialiśmy jeszcze trochę, kiedy Zayn wygonił nas wszystkich na parkiet bo już mu nogi do tańca rwały po kilu piosenkach i szaleństw poszłam do baru zamówić drinka 6 szarlottek (żubrówka z sokiem jabłkowym) Powiedziałam barmanowi że za chwilę po nie przyjdę bo nie zabiorę się z 6 szklankami chciałam zawołać kogoś z grupy by mi pomógł, po chwili poczułam uderzenie i zachwiałam się upadłam.
  • Auć mój tyłek !- próbowałam wstać i zachować się jak by nic się nie stało, nieznajomy podał mi rękę i mi pomógł. Kiedy się podniosłam przyjrzałam się jemu i par skłam śmiechem był przebrany za Piotrusia Pana. Chłopak lekko się zmieszał spojrzał na swój struj i na mnie.
  • Ja ci tu pomagam wstać a ty się ze minę nabijasz ? - wysuną dolna wargę robiąc smutną minkę co mnie bardziej rozbawiło .
  • Super masz strój lubię Piotrusia Pana ;) - zagadałam
  • Ja też wybierzesz się ze mną do Nibylandii ? - oparł ręce o swoje biodra i zaczął się rozglądać - gdzie ten cholerny Dzwoneczek bez pyłu nie polecimy - tupnął noga i skrzyżował ręce na klatce piersiowej - rozbawiła mnie jego poza a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
  • Louis jestem - ukłonił się w moja stronę chwycił za moją dłoń by ją pocałować jak dżentelmen. Ale znieruchomiał patrzył się na mój nadgarstek przyglądał się bransoletce, chwilę później wyprostował się jak oparzony patrzył na mnie jak by zobaczył ducha.
  • Hej hello ?! - pomachałam mu przed oczami nie wiem ale poczułam się skrępowana.
  • LUSI !? - krzyknął tak że połowa wiary przy barze na nas popatrzyła jak na idiotów.
  • Skąd znasz moje… -o matko już do mnie dotarło to mój Lou z dzieciństwa aż z wrażenia zatkałam sobie usta, a do oczu napłynęły łzy.
  • Lusi !Tyle lat ! Myślałem że nie żyjesz słyszałem o wypadku…. O kurde Lusi PRZYTULASEK !!!
Chwycił mnie w objęcia i ściskał nie mogliśmy nacieszyć się sobą znów byliśmy razem po 12 latach =D
---------------------------------------------------------------------------------------
C.D.N Siema skończyłam 2 część heh za za parę minut muszę szykować się do pracy eh :( ale postaram się jak najszybciej  pisać 3 rozdział ;) Podoba się wam jak tak piszcie wasze opinie ;)


niedziela, 19 października 2014

Rozdział I



Lato było piękne na pewnym podwórku było widać dym ulatniający się z rozpalonego grlila przy stoliku siedziało 4 dorosłych ludzi  a koło nich biegały rozbawione dzieci. Rozmowę przerwał krzyk dziewczynki.
     - Aaaa ! - piskliwym głosikiem przybiegła do swojej mamy i schowała się za nią.
·        - Co się stało Lusi? - zapytała z troską swoją córkę. Mała pokazała palcem na stojącego niedaleko ich chłopca.
·        - On ma robaka i chciał wrzucić mi go za kosulke. - powiedziała z wyrzutem dalej mając go na oku. A on stał i się uśmiechał z wyciągniętą ręką na której był robal.
·        -Oj Louis łobuzie nie strasz koleżanki - podeszła do niego jego mama i wzięła od niego robaka jak najdalej.
Chłopiec pokazał język do dziewczynki nie była dłużna co rozbawiło rodziców. I tak chwilę później znów razem się bawili  lubili swoje towarzystwo. Byli sąsiadami znali się od najmłodszych lat rodzice nieraz się śmiali że my to takie papużki nierozłączki jak  Tata Lusi powiadał miłość w pieluchach. Wszystko i wszędzie razem aż do pewnego nieprzyjemnego dnia.
Kiedy skończyłam 10 lat rodzice postanowili że wybierzemy się na wakacie do Paryża.  Kiedy już wszystko było gotowe pożegnaliśmy się z naszymi sąsiadami, mama Louisa obiecała że zaopiekuję się kwiatkami mamy i razem z rodzina przypilnują by dom był jak najlepszym stanie. Chcieliśmy wejść już do auta kiedy zatrzymał mnie Louis.
·        -  Lusi czekaj mam coś dla ciebie - z kieszeni wyciągną bransoletkę robioną ręcznie z napisem
Forever L&L Friends.
·         - O dziękuję - powiedziałam biorąc prezent od niego i założyłam na nadgarstek.
·        -  Jakie to miłe ale wy się zobaczycie za 2 tygodnie - odezwała się moja mama.
·        -  Po tylu latach razem to się nie dziwie Margaret że to dla nich będzie wieczność - zaśmiała się mama Lou.
Poczułam że robię się czerwona na twarzy Louis wyciągnął do mnie ręce - Przytulasek - z uśmiechem podszedł do mnie i przytulił. Tata jeszcze pstrykną nam fotkę. W końcu wsiedliśmy do auta i jechaliśmy na lotnisko. Odwróciłam się do tylnej szyby i pomachałam oddalającym się sąsiadom.
Kiedy byliśmy już jakieś 30 minut do lotniska, nagle poczułam szarpnięcie później wszystko się stało tak szybko że urwał mi się film. Poczułam straszny ból jakieś głosy wokół mnie, obraz mi się trochę zmazywał  ale widziałam jakieś postacie koło mnie.
·         Kochanie jak się cieszę że się obudziłaś tak się martwiłam o ciebie - usłyszałam jakiś kobiecy głos obok łózka.
·         M..mama? - wykrztusiłam z siebie.
Zapadła chwila ciszy i za chwilę znów usłyszałam tą kobietę.
·         Nie słoneczko… to ja ciocia Rose.
·         Co się stało ? Gdzie ja jestem ? Gdzie są rodzice ? - dopytywałam się i rozglądałam po pomieszczeniu.
·         Mieliście wypadek Lusi jesteś w szpitalu… - głos cioci się załamał - a twoi rodzice… George nie mogę o tym mówić - podeszła do mężczyzny który właśnie wszedł na sale wujek Lusi i przytulił żonę.
·         Co z nimi ? - zapytałam patrząc na nich. Ciocia z wujkiem spojrzeli na siebie smutno i podeszli do mnie siadając na łóżku przytulili mnie mocno.
·         Dla nas też to trudne i nie do uwierzenia… twoi rodzice… nie udało się ich uratować… przykro nam - odp wujek z łamiącym się głosem mi też pociekły łzy jak to do mnie dotarło.
Był bardzo ponury dzień. Staliśmy na cmentarzu przed nami stały 2 białe trumny ksiądz odmawiał modlitwę poczułam że ktoś mnie obejmuje to była moja kuzynka Amelia. Mieszkałam teraz u nich ciocia z wujkiem postanowili że wychowają mnie jak własną córkę nie pozwolili by musiała być w domu dziecka.
Po pogrzebie w milczeniu pojechaliśmy do domu.
------------------------------------------------------------
No i to na razie początek ;) na razie krótkie takie wprowadzenie podoba się ? To dajcie mi znać POZDRO !!!
                                      <3 <3 <3 <3 Rozwala mnie ta mina xD