niedziela, 19 października 2014

Rozdział I



Lato było piękne na pewnym podwórku było widać dym ulatniający się z rozpalonego grlila przy stoliku siedziało 4 dorosłych ludzi  a koło nich biegały rozbawione dzieci. Rozmowę przerwał krzyk dziewczynki.
     - Aaaa ! - piskliwym głosikiem przybiegła do swojej mamy i schowała się za nią.
·        - Co się stało Lusi? - zapytała z troską swoją córkę. Mała pokazała palcem na stojącego niedaleko ich chłopca.
·        - On ma robaka i chciał wrzucić mi go za kosulke. - powiedziała z wyrzutem dalej mając go na oku. A on stał i się uśmiechał z wyciągniętą ręką na której był robal.
·        -Oj Louis łobuzie nie strasz koleżanki - podeszła do niego jego mama i wzięła od niego robaka jak najdalej.
Chłopiec pokazał język do dziewczynki nie była dłużna co rozbawiło rodziców. I tak chwilę później znów razem się bawili  lubili swoje towarzystwo. Byli sąsiadami znali się od najmłodszych lat rodzice nieraz się śmiali że my to takie papużki nierozłączki jak  Tata Lusi powiadał miłość w pieluchach. Wszystko i wszędzie razem aż do pewnego nieprzyjemnego dnia.
Kiedy skończyłam 10 lat rodzice postanowili że wybierzemy się na wakacie do Paryża.  Kiedy już wszystko było gotowe pożegnaliśmy się z naszymi sąsiadami, mama Louisa obiecała że zaopiekuję się kwiatkami mamy i razem z rodzina przypilnują by dom był jak najlepszym stanie. Chcieliśmy wejść już do auta kiedy zatrzymał mnie Louis.
·        -  Lusi czekaj mam coś dla ciebie - z kieszeni wyciągną bransoletkę robioną ręcznie z napisem
Forever L&L Friends.
·         - O dziękuję - powiedziałam biorąc prezent od niego i założyłam na nadgarstek.
·        -  Jakie to miłe ale wy się zobaczycie za 2 tygodnie - odezwała się moja mama.
·        -  Po tylu latach razem to się nie dziwie Margaret że to dla nich będzie wieczność - zaśmiała się mama Lou.
Poczułam że robię się czerwona na twarzy Louis wyciągnął do mnie ręce - Przytulasek - z uśmiechem podszedł do mnie i przytulił. Tata jeszcze pstrykną nam fotkę. W końcu wsiedliśmy do auta i jechaliśmy na lotnisko. Odwróciłam się do tylnej szyby i pomachałam oddalającym się sąsiadom.
Kiedy byliśmy już jakieś 30 minut do lotniska, nagle poczułam szarpnięcie później wszystko się stało tak szybko że urwał mi się film. Poczułam straszny ból jakieś głosy wokół mnie, obraz mi się trochę zmazywał  ale widziałam jakieś postacie koło mnie.
·         Kochanie jak się cieszę że się obudziłaś tak się martwiłam o ciebie - usłyszałam jakiś kobiecy głos obok łózka.
·         M..mama? - wykrztusiłam z siebie.
Zapadła chwila ciszy i za chwilę znów usłyszałam tą kobietę.
·         Nie słoneczko… to ja ciocia Rose.
·         Co się stało ? Gdzie ja jestem ? Gdzie są rodzice ? - dopytywałam się i rozglądałam po pomieszczeniu.
·         Mieliście wypadek Lusi jesteś w szpitalu… - głos cioci się załamał - a twoi rodzice… George nie mogę o tym mówić - podeszła do mężczyzny który właśnie wszedł na sale wujek Lusi i przytulił żonę.
·         Co z nimi ? - zapytałam patrząc na nich. Ciocia z wujkiem spojrzeli na siebie smutno i podeszli do mnie siadając na łóżku przytulili mnie mocno.
·         Dla nas też to trudne i nie do uwierzenia… twoi rodzice… nie udało się ich uratować… przykro nam - odp wujek z łamiącym się głosem mi też pociekły łzy jak to do mnie dotarło.
Był bardzo ponury dzień. Staliśmy na cmentarzu przed nami stały 2 białe trumny ksiądz odmawiał modlitwę poczułam że ktoś mnie obejmuje to była moja kuzynka Amelia. Mieszkałam teraz u nich ciocia z wujkiem postanowili że wychowają mnie jak własną córkę nie pozwolili by musiała być w domu dziecka.
Po pogrzebie w milczeniu pojechaliśmy do domu.
------------------------------------------------------------
No i to na razie początek ;) na razie krótkie takie wprowadzenie podoba się ? To dajcie mi znać POZDRO !!!
                                      <3 <3 <3 <3 Rozwala mnie ta mina xD

1 komentarz: