Lato było piękne na pewnym podwórku było widać dym
ulatniający się z rozpalonego grlila przy stoliku siedziało 4 dorosłych
ludzi a koło nich biegały rozbawione
dzieci. Rozmowę przerwał krzyk dziewczynki.
- Aaaa ! - piskliwym
głosikiem przybiegła do swojej mamy i schowała się za nią.
· - Co się stało Lusi? -
zapytała z troską swoją córkę. Mała pokazała palcem na stojącego niedaleko ich
chłopca.
· - On ma robaka i chciał
wrzucić mi go za kosulke. - powiedziała z wyrzutem dalej mając go na oku. A on
stał i się uśmiechał z wyciągniętą ręką na której był robal.
· -Oj Louis łobuzie nie strasz
koleżanki - podeszła do niego jego mama i wzięła od niego robaka jak najdalej.
Chłopiec pokazał język do dziewczynki nie była dłużna
co rozbawiło rodziców. I tak chwilę później znów razem się bawili lubili swoje towarzystwo. Byli sąsiadami
znali się od najmłodszych lat rodzice nieraz się śmiali że my to takie papużki nierozłączki jak Tata Lusi powiadał
miłość w pieluchach. Wszystko i wszędzie razem aż do pewnego nieprzyjemnego
dnia.
Kiedy skończyłam 10 lat rodzice postanowili że
wybierzemy się na wakacie do Paryża.
Kiedy już wszystko było gotowe pożegnaliśmy się z naszymi sąsiadami,
mama Louisa obiecała że zaopiekuję się kwiatkami mamy i razem z rodzina
przypilnują by dom był jak najlepszym stanie. Chcieliśmy wejść już do auta kiedy
zatrzymał mnie Louis.
· -
Lusi czekaj mam coś dla
ciebie - z kieszeni wyciągną bransoletkę robioną ręcznie z napisem
Forever L&L Friends.
·
- O dziękuję - powiedziałam
biorąc prezent od niego i założyłam na nadgarstek.
· -
Jakie to miłe ale wy się
zobaczycie za 2 tygodnie - odezwała się moja mama.
· -
Po tylu latach razem to się
nie dziwie Margaret że to dla nich będzie wieczność - zaśmiała się mama Lou.
Poczułam że robię się czerwona na twarzy Louis wyciągnął do mnie ręce - Przytulasek - z uśmiechem podszedł do mnie i
przytulił. Tata jeszcze pstrykną nam fotkę. W końcu wsiedliśmy do auta i
jechaliśmy na lotnisko. Odwróciłam się do tylnej szyby i pomachałam oddalającym
się sąsiadom.
Kiedy byliśmy już jakieś 30 minut do lotniska, nagle
poczułam szarpnięcie później wszystko się stało tak szybko że urwał mi się
film. Poczułam straszny ból jakieś głosy wokół mnie, obraz mi się trochę
zmazywał ale widziałam jakieś postacie
koło mnie.
·
Kochanie jak się cieszę że
się obudziłaś tak się martwiłam o ciebie - usłyszałam jakiś kobiecy głos obok
łózka.
·
M..mama? - wykrztusiłam z
siebie.
Zapadła chwila ciszy i za chwilę znów usłyszałam tą
kobietę.
·
Nie słoneczko… to ja ciocia
Rose.
·
Co się stało ? Gdzie ja
jestem ? Gdzie są rodzice ? - dopytywałam się i rozglądałam po pomieszczeniu.
·
Mieliście wypadek Lusi
jesteś w szpitalu… - głos cioci się załamał - a twoi rodzice… George nie mogę o
tym mówić - podeszła do mężczyzny który właśnie wszedł na sale wujek Lusi i
przytulił żonę.
·
Co z nimi ? - zapytałam
patrząc na nich. Ciocia z wujkiem spojrzeli na siebie smutno i podeszli do mnie siadając na łóżku przytulili mnie mocno.
·
Dla nas też to trudne i nie
do uwierzenia… twoi rodzice… nie udało się ich uratować… przykro nam - odp
wujek z łamiącym się głosem mi też pociekły łzy jak to do mnie dotarło.
Był bardzo ponury dzień. Staliśmy na cmentarzu przed
nami stały 2 białe trumny ksiądz odmawiał modlitwę poczułam że ktoś mnie
obejmuje to była moja kuzynka Amelia. Mieszkałam teraz u nich ciocia z wujkiem
postanowili że wychowają mnie jak własną córkę nie pozwolili by musiała być w
domu dziecka.
Po pogrzebie w milczeniu pojechaliśmy do domu.
------------------------------------------------------------
No i to na razie początek ;) na razie krótkie takie wprowadzenie podoba się ? To dajcie mi znać POZDRO !!!
<3 <3 <3 <3 Rozwala mnie ta mina xD

Podoba mi się :D ten przytulasek byl so sweet :3
OdpowiedzUsuń